niedziela, 12 lutego 2012
Po półtorej roku przerwy fajnie wrócić. Bardzo lubiłam to miejsce ale życie płata nam różne figle, Mnie zabrało czas i dodało pracy. Postanowiłam jednak tak się zorganizować aby tutaj wrócić i pisać. Mrozy sromotne w całej Europie więc trzeba myśleć cieplutko. Ponieważ mieliśmy okazję się spotkać ze Słoneczkiem więc staraliśmy się podnieść temperaturę otoczenia. Chyba nawet nam się troszkę udało.
wtorek, 06 lipca 2010

Gazeta.pl uświadomiła mi że dzisiaj jest wielkie święto całowania. Przytoczono nawet różne naukowe fakty świadczące o dobroczynnym wpływie tej czynności na organizm ludzki :).  I tak cytując za Gazetą teraz wiem na pewno że:

"Całowanie się przedłuża życie!

Jak się okazuje, całowanie nie jest tak prozaiczną czynnością, jak mogłoby się wydawać. Pociąga za sobą skomplikowany proces chemiczny. Paul Pearsall, psycholog z Uniwersytetu Hawajskiego w Manoa, odkrył, że podczas długiego pocałunku na tyle podnosi się poziom oksytocyny, adrenaliny i insuliny w organizmie, że całując się regularnie, możemy przedłużyć sobie życie nawet o pięć lat.

Całowanie się jest zdrowe!

Pocałunek pozytywnie działa na system immunologiczny, przez co zwiększa się odporność organizmu na infekcje. Ponadto, całowanie się przyspiesza przemianę materii - pozwala spalić nawet 90 kalorii. Podczas pocałunku ćwiczymy 34 mięśnie twarzy (ale żeby uruchomić je wszystkie, pocałunek musi być naprawdę namiętny) plus około 112 mięśni innych części ciała, pozwalających nam zachować odpowiednią pozycję. Co więcej, pocałunki zapobiegają próchnicy, bo w ich trakcie wytwarza się więcej śliny, która chroni szkliwo zębów.

Pocałunkowa kuracja pomaga również w problemach z bezsennością. Po całuśnym wieczorze szansa na spokojnie przespaną noc zwiększa się o 32 proc., gdyż relaksują się mięśnie i umysł. Całowanie poprawia także wygląd skóry, bo wraz ze wzrostem ciśnienia krwi nabiera ona żywszej barwy. Długi i namiętny pocałunek obniża ciśnienie i poziom cholesterolu we krwi, zmniejszając ryzyko zawału serca. Według profesora Emmanuela Jannini z Uniwersytetu w Aquila całowanie wyzwala emocje, co z kolei jest świetną gimnastyką mięśnia sercowego.

Całowanie zdecydowanie poprawia nasz nastrój, gdyż wzrasta produkcja endorfin, zwanych także hormonami szczęścia.

 

Lubie widok całujących się par bez względu na to w jakim są wieku. I szkoda tylko że te starsze nie dają takiego wspaniałego przykładu tym młodszym. nie mogę też zrozumieć dlaczego dzieciom pozwala się oglądać sceny przedstawiające różne zbrodnie, męczonych ludzi i inne okropności ale kiedy pokazują przytulającą się lub całującą parę to już trzeba je gonić sprzed telewizorni. Kretyństwo!!!

 

Całujmy się więc przez cały rok i nie żałujmy sobie tego darmowego a jakże przyjemnego lekarstwa.

 

Pozdrawiam cieplutko i całuśnie

Bea

20:03, sloneczko1_1
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 05 lipca 2010

Wydobywam moją roślinność z morza chwastów i coraz bardziej podoba mi się mój ogród. Wspaniale zjeść rano w nim śniadanie. Zaplanować co robić i zjeść obiadek podziwiając coraz ładniejszy widok. Przez ostatnie lata opuściłam mój ogródek, pozwoliłam zadomowić się chwastom i to był błąd. Przecież to MÓJ DOM i MÓJ OGRÓD więc nie powinnam go opuszczać. No i ta cisza przerywana tylko śpiewem ptaków.... bezcenna.

 

Pozdrawiam cieplutko

Bea

20:22, sloneczko1_1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 czerwca 2010

W "Wysokich obcasach" przeczytałam dzisiaj artykuł "Kobiety wracają do kuchni"

Francuska pani filozof pisze o wycofywaniu się kobiet do kuchni pod wpływem mody na naturalność w wychowywaniu dzieci oraz kryzysu gospodarczego.

"Być może jeszcze większy niż gospodarka wpływ na kobiety ma presja ideologiczna. Modny stał się powrót do natury. Ta natura to m.in. karmienie piersią (Światowa Organizacja Zdrowia i większość lekarzy zalecają karmienie wyłącznie piersią do szóstego miesiąca, a potem dokarmianie dziecka jeszcze do dwóch lat). Badinter wylicza wiele publikacji naukowych podważających zbawienny wpływ matczynego mleka np. na inteligencję dziecka. Uważa, że zalety naturalnego karmienia są mocno przesadzone. Tymczasem kobiety, które nie chcą karmić (jak twierdzi wielu, wydaje się to zbyt zwierzęce, jest bolesne, męczące lub po prostu nie pozwala robić niczego innego), natychmiast pytane są na oddziałach położniczych: 'Czy nie chce pani dla swojego dziecka tego, co najlepsze?'."

 

Sama czuję że poprzeczka z którą muszę się zmierzyć jest wysoka. Ale też w jej ustawieniu miałam spory udział. Jak człowiek jest młody i głupi to chce być idealny. Najlepiej żeby był idealną żoną, kochanką, matką i pracownikiem.

Od zawsze przyzwyczajałam wszystkich w około do tego że dam sobie radę, że wybrnę sama z każdej sytuacji, że jestem dzielna i będzie wszystko dobrze. Nie mówię ze nie prosiłam o radę ale decyzję co dalej podejmowałam zawsze sama. Bo też i słyszałam.... "Zdecyduj jak chcesz"

Dla dziecka też starałam się być idealną matką która zawsze ma czas, nigdy nie jest zmęczona, pomoże, wysłucha i doradzi. To akurat procentuje teraz kiedy Maleństwo jest dorosłe. Przyzwyczaiło się jednak do tego że mama się nie męczy i ma zawsze czas.

W pracy też chciałam się wykazać i zostałam samodzielną indywidualistką, której udało się osiągnąć sukces i która do domu nie przychodzi zmęczona i rzadko narzeka na obowiązki.

No i jeszcze bycie piękną żoną i wspaniałą kochanką. To przecież jest chyba najważniejsze dla wybrańca naszego serca.

W zasadzie nie ma niczego złego w tym żeby dążyć do jakiegoś ideału ale najważniejszą sprawą jest odpowiedź na pytanie "Czy to wszystko robię dla siebie bo tak chcę, czy dla moich bliskich bo tego ode mnie wymagają?"

Na razie nie potrafię sobie na nie sensownie odpowiedzieć.

 

Pozdrawiam

Bea

21:48, sloneczko1_1
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 maja 2010

Pewnie już czas najwyższy. No bo ileż można siedzieć i myśleć jak to będzie. Tym bardziej że decyzje zostały uzgodnione... tak mi się wydaje i podjęte. To że tutaj nie pisałam nie oznacza że zupełnie zniknęliśmy z powierzchni bloga. Czasami jednak przychodzi taka niechęć do publicznego pisania.

 

W przeciągu tych dwóch miesięcy (nie mylić z przeciągiem w pokoju) moje kochane Słoneczko było na świętach wielkanocnych i komunii mojej bratanicy. To były wspaniałe chwile spokoju i niczym nie zmąconej radości.

 

Teraz czekam spokojnie na spełnienie moich marzeń bo wiem że to nastąpi. A wszystkie narodowe nieszczęścia przechodzą gdzieś obok mnie bo mam świadomość, że nie mogę nijak pomóc tym ludziom.

 

W każdym swoim dniu odnajduję jakąś przyjemną chwilę i cieszę się nią razem ze Słoneczkiem.

 

Pozdrawiam wszystkich

Bea

21:35, sloneczko1_1
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 marca 2010

My czarownice a właściwie Baby Jagi - czyli kobiety znające jogę, spotykamy się co dwa tygodnie. Przewodzi naszym spotkaniom Iza. Dzisiaj byłyśmy tylko w 5 bo dwie pozostałe nie mogły przylecieć. Mamy taki rytuał rozpoczynania naszych spotkać od zapalenia przez każdą z nas świecy. Dzisiaj przy zapalaniu mówiłyśmy jak się czujemy wchodząc na spotkanie. Prawdę powiedziawszy pierwsze co mi się nasunęło to że czuję się jak dawno niemalowane, zaniedbane mieszkanie. Julka czuła się jak taki marudny kot a Aga Większa jak zmarznięty kot.

Naprawdę czuję się jak taki stary i piękny ale dawno nie malowany, zaniedbany, zakurzony dom. Wiem że gdzieś tam pod warstwą kurzu i starej farby ukryta jest całą moja radość i potrzeba tylko ją odsłonić. Nawet mam już sama taką wewnętrzną potrzebę.

Potem  rozmowa już zeszła na rytuały które każda z nas przecież ma tylko trzeba pomyśleć. Jak tak się dobrze zastanowić to ze Słoneczkiem mamy ich nawet kilka.

Chodzimy razem spać. Nie żeby jedno siedziało i coś tam jeszcze robiła a drugie pobiegło do łóżka. Zawsze to robimy razem tak samo jak mycie.

Sylwestra spędzamy zawsze w dwójkę i zawsze przygotowujemy na kolację japońskie jedzonko i winko i przytuleni oglądamy sztuczne ognie.

Każdego roku spędzamy kilka dni w górach. Nawet jak wypoczywamy nad morzem to potem i tak łazimy po górach.

W każdą niedzielę jadam z Maleństwem śniadanko o 9.00 choćby nie wiem co. No chyba że obydwoje zaśpimy :):) Wtedy jemy je później.

Iza co roku 15 sierpnia wyjeżdża ze swoimi przyjaciółmi do jakiegoś wybranego przez nich miasta i wałęsa się po nieznanych uliczkach, znajduje ciekawe miejsca. Aga Mała jeździ do Częstochowy i zapala świecę przed obrazem. I tak każda z nas znalazła u siebie jakiś rytuał który pielęgnuje i czuje się z nim dobrze i szczęśliwie. Pod koniec spotkania poczułam się jak taki troszkę odkurzony dom - jest mi troszkę lepiej.

Rozstałyśmy się wsiadając każda do swojej miotły i poleciałyśmy do własnych domów cieszyć się resztą wieczoru. Podobają mi się nasze spotkania.

 

Pozdrawiam cieplutko

Bea

21:40, sloneczko1_1
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 08 marca 2010

czy cóś... Pogoda bzikuje a razem z nią ludzie.

W czwartek dowiedziałam się że męża znajomej odwieźli do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Ponoć depresja i przepracowanie. Koledzy przywieźli go z pracy a potem to już było coraz gorzej i wezwane pogotowie zabrało go ze sobą. Nigdy w życiu bym nie pomyślała że jemu się może coś takiego zdarzyć. Zawsze taki trzeźwo patrzący na świat i okoliczności. Zadowolony z pracy bo robił to co lubił.

Niestety tak to właśnie jest że z zewnątrz widać tylko to co ktoś chce nam pokazać. Co się dzieje w domu i w środku tego czasami sami domownicy nie widzą. Szkoda mi tej mojej znajomej bo nic już nie będzie takie jak było.

 

Mam jakąś wewnętrzną potrzebę zmian, nawet wiem w jakim kierunku te zmiany powinny iść. Zaczyna mnie roznosić chęć działania a muszę ją jeszcze troszkę powstrzymać.

Czekam już na ciepełko i tą prawdziwą wiosnę z śpiewem ptaków, rozkwitającymi kwiatami. Kiedy dzisiaj zobaczyłam w pracy duży wazon pełen pięknych, pachnących, strzępiastych tulipanów zapragnęłam mieć codziennie kwiaty w swoim domowym wazonie. To taka wiosna w czterech ścianach.

 

Pozdrawiam cieplutko i wiosennie mimo mrozu

Bea

19:45, sloneczko1_1
Link Komentarze (2) »
środa, 03 marca 2010

Jeszcze dzisiaj rano śmiałam się ze Słoneczka u którego sypał śnieg. A mnie zaskoczyły jego płatki spadające z nieba po południu. Całe szczęście były tylko w powietrzu przez jakieś pół godzinki i nie zdążyły zalec na ziemi. Jednak wiosna idzie :) i to jest wersja oficjalna i jej się będę trzymać.

 

Moje wspaniałe autko nadal stoi sobie u mechaników. Naprawiają mu jakieś tam drobiazgi ale niestety jak te drobiazgi nie działaj nie da się jeździć. Bo jak tutaj szaleć na drodze jak się nie wie ile paliwa w baku bo wskaźnik się zawiesił. Odmawiające czasami sprzęgło też może doprowadzić do szału tak jak to miało miejsce kiedy wracaliśmy z Babiej Góry. Nie dosyć że wyjeździliśmy całe dostępne paliwo to jeszcze wysiadło sprzęgło. Trzech kierowców w aucie wyssało z baku wszystko. To dopiero zabawa.

Całe szczęście że mój pan mechanik dogadał się z drugim panem mechanikiem i zrobią mi tam wszystko co trzeba żeby moje zielone cudo jeździło bezawaryjnie i pokazywało ile mam paliwa. Czekam już z niecierpliwością na odbiór mojego cuda.

 

Pozdrawiam cieplutko

Bea

17:11, sloneczko1_1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 lutego 2010

Wow... normalnie mnie zaskoczyła wiosna. Ja wracam sobie z Wilna pełnego  topniejącego śniegu a tutaj u mnie na wsi WIOSNA. Ale fantastycznie. Dzisiaj zobaczyłam już wychodzące hiacynty.... ale będą pięknie pachnieć. No i ciemierniki które jak co roku zwiastują ostateczny koniec zimy.

Przez chwilkę nawet przeszło mi przez myśl że może jutro jak wrócę z pracy wydobędę z czeluści grabki i pomogę mojemu trawnikowi dojść do ładu po zimie. Niestety właśnie zaczęło lać... :(

Ale wiosna już jest... i to jest wspaniałe bo nareszcie można zacząć się lżej ubierać.


Słoneczko zaprosiło mnie do SPA na wspólny wypad. Też było super. Na początek pani zaprowadziła nas do pokoju z przyciemnionymi światłami, wielkim materacem na podłodze, łóżkiem do masażu i jackuzzi. Dała nam jednorazowe stringi i zostawiła żebyśmy się przebrali. Majteczki były co najmniej śmiesznie małe ale jakoś tak poprzykrywały to co trzeba było.

Słoneczko dostało szlafroczek i pani zabrała go do wanny z rybkami. Podobno go tam te rybki obskubały z niepotrzebnej skóry. Aż żałuję że tego nie widziałam. Ja za to załapałam się na piling całego ciałka łupinkami tamaryndy. Fajna sprawa chociaż pani szorowała mnie jakbym nie wiem jaką skorupę miała na sobie. Mmmm ale było to i tak fajne. Potem było płukanie i do jackuzzi. No i w takiej gorącej bąbelkującej wodzie czekałam na moje Słoneczko. Posiedzieliśmy tam z pół godzinki oddając się bąbelkom, popijając ciepłą zieloną herbatkę i podjadając plasterki pomarańczy i winogronka. Całe szczęście nie miały pestek bo już kombinowałam co ja z nimi zrobię. To był wspaniały relaks we dwójkę.

Po takim odpoczynku przyszła pora na masaż, dla Słoneczka tajski (aż bałam się podglądać co z nim tam pani robiła), a dla mnie relaksujący. Mój był naprawdę fajny. Po dwóch godzinach wyszliśmy zadowoleni i zrelaksowani. Było fantastycznie.

 

Pozdrawiam cieplutko

Bea

 


22:29, sloneczko1_1
Link Komentarze (2) »
środa, 24 lutego 2010

Niedawno, czyli jakiś miesiąc temu, mój niegasnący optymizm poszedł nagle się pasać w siną dal pozostawiając mnie w wielkiej dziurze. Cham skubany. Żeby to jeszcze miał jakiś poważny powód... ale zobaczył okrągłą wziętą z sufitu liczbę, usłyszał że w najgorszym wypadku mogę zostać bez domu i nie czekając na nic obrócił się na pięcie i poszedł sobie. Pierwszy raz mnie zostawił tak bezczelnie bez słowa.

 

Dosyć długo tego bezczelnego chama goniłam i szukałam korzystając ze wsparcia Słoneczka, Maleństwa i reszty rodzinki. Nareszcie mi się udało go odnaleźć. Więcej mu nie pozwolę na takie znikanie i niech sobie nie myśli że kiedyś znowu mi odwali taki numer. Nic z tych rzeczy.

 

Takie sytuacje pokazują podstawową życiową mądrość - ciesz się każdą przeżytą chwilką i nigdy nie trać z oczu swojego celu zamartwiając się występującymi po drodze problemami. Martwienie się niczego nie rozwiązuje w przeciwieństwie do działania i dobrego planu. Trudne chwile też mogą czegoś uczyć. W tej nauce mam jeszcze dosyć długą drogę przed sobą. W połowie życia nie tak prosto zmienić mentalność, która jeszcze nie do końca pozwala mi na traktowanie TAKICH problemów jako czegoś co nadaje życiu smaczek. Cieszy mnie jednak to że na tej drodze postawiłam już kilka malutkich kroczków.

 

Teraz spędzamy ze Słoneczkiem wspólne dwa tygodnie. Moje kochanie wzięło sobie specjalnie urlop żeby pomoc mi kupić samochód, który jest mi niezbędny. Zostałam więc szczęśliwym posiadaczem Rovera 75 wspaniałej maszyny w której zakochało się również moje Słoneczko.

Na czas wyjazdu do Wilna autko zostało oddane do mechaników aby w przyszłości mnie nie zawiodło. Taka mam zasadę.

 

Pozdrawiam optymistycznie

Bea

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi